niedziela, 5 lipca 2015

Od Saszy

Słońce chowało się za horyzontem, kiedy przykucałam. Jego promienie muskały polanę, nadając jej tysiące kolorów. Jednak nie na tym się skupiałam. Zmrużyłam oczy, by lepiej widzieć cel.
Kruk. Jego ciemne, błyszczące w świetle zachodzącej gwiazdy skrzydła wydawały się być tak tłuste, jakby ptak nigdy nie mógł nimi ruszyć a co dopiero wzlecieć w powietrze. Ptak zatrzepotał nimi, rozglądając się wokoło. Kiedy tępy wzrok zwierzęcia napotkał mnie, kulącą się w wysokiej trawie, wszystkie moje mięśnie zdrętwiały. Miałam wrażenie, że ta chwila trwa wieczność, lecz po kilku mrugnięciach kruk odwrócił głowę i podskoczył w miejscu wydając skrzek.
Żaden z niego śpiewak, zaśmiałam się w myśli, po czym wbiłam pazury mocniej w kruchy piach pode mną. Łąka była pusta, a jedynym żyjątkiem na niej był tłuste ptaszysko i ja, schowana, czekająca na odpowiednią chwilę.
Kiedy ta nadeszła, podniosłam się szybko i warknięciem ruszyłam na zwierzę. Łapy ślizgały mi się po podłożu, jakby nie wiedziały, co mają robić w czasie biegu. Kruk odwrócił naglę głowę, skrzecząc przeraźliwie i trzepocząc tłustymi skrzydłami, jakby miały go podnieść.
- Jesteś mój. – mruknęłam otwierając szczękę. Ku mojemu zdziwieniu, kruk poderwał się i już powoli leciał do góry. Kłapnęłam zębami kilka razy w powietrzu, próbują złapać zwierzynę, na marne. W czarnych oczach ptaka zauważyłam pogardę, kiedy patrzył na mnie, powoli lądując na wyższej gałęzi pobliskiego drzewa. Opadłam na ziemię zrezygnowana. Choć był wieczór, i tak było straszliwie gorąco. Wysoką temperaturę można było wyczuć wszędzie – w środku lasu, pod drzewem, czy przy wodzie.
Przeklęłam cicho widząc kruka skubiącego swoje pióra. Prawie widziałam jego triumfalny uśmiech na dziobie. Poniosłam się, choć gorąco mnie wykańczało, tak samo jak brak jedzenia i wody ostatnimi czasy.
Tak szybko się nie poddam.
Poczekałam, aż ptak straci zainteresowanie mną i przestanie wbijać we mnie swe tępe, czarne oczy. Chwila ta wydawała się wiecznością. Czułam, jak słońce pali moją skórę, wbija swoje gorące promienie w sierść, ale nie ruszałam się z kryjówki za drzewem, na którym siedział kruk. Po dłuższym czasie, kiedy ten się rozluźnił, zaczęłam powoli i cicho wspinać się na drzewo. Jego kora także była gorąca, odpadała kawałkami, kiedy chciałam się na niej oprzeć, ale się nie zrażałam. Zacisnęłam zęby i ruszyłam dalej. Kiedy byłam na wysokości pewnego siebie czarnego ptaka, wysunęłam szyję i poczułam ogon zwierzęcia w zębach. Usłyszałam przenikliwy skrzek, i straciłam na chwilę widoczność, bo kruk począł uderzać mnie swoimi grubymi skrzydłami raz po raz. Puściłam jego ciało na chwilę, by zagłębić zęby przy jego karku. Po chwili ptak przestał szamotać się w moim pysku. Uśmiechnęłam się triumfalnie i już chciałam zejść z gałęzi, kiedy usłyszałam skrzypnięcie.
- Cholera - syknęłam spoglądając za siebie. Odnoga, na której siedziałam powoli się łamała, wydając przy tym niemiły dźwięk. Zaczęłam powoli wycofywać się, próbując nie spoglądać w dół.
Kruk siedział wysoko.
Jak spadnę, to będzie źle.
Bardzo źle.
Po czym usłyszałam jeszcze mocniejsze skrzypnięcie i swój własny krzyk, kiedy ziemia zbliżała się do mnie w niebywale szybkim tempie.

***

Poczułam ostry ból w czaszce. Mimowolnie jęknęłam, podnosząc się z ziemi. Kiedy, próbując się przewrócić na drugi bok, upadłam po raz trzeci, zrezygnowałam i powoli otworzyłam powieki. Leżałam na plecach po drzewem, a na mnie dość ciężka gałąź, ta, z której spadłam. Poruszyłam wszystkimi łapami, sprawdzając, czy wszystkie są zdrowe. W lewej tylnej poczułam przenikliwy ból, gdy chciałam ją wyprostować, więc zaprzestałam nawet prób. Spojrzałam na niebo. Słońce było na jego samym środku. To znaczy, że musiałam leżeć nieprzytomnie przez całą noc i pół dnia. Popatrzyłam na boki martwy kruk leżał w dużej odległości ode mnie, jego kark był dziwnie wygięty.
Ale przecież nie trzymałam go za szyję.
- Halo? – usłyszałam głos dobiegający zza mnie. Czułam iskrę sarkazmu i śmiechu i tonie nieznajomego.
- Może mi pomożesz, ciołku? – warknęłam, próbując przestawić łeb tak, by zobaczyć intruza.
<ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz