poniedziałek, 6 lipca 2015

Od Saszy c.d. Revolvo

Otworzyłam powoli oczy. Promienie muskały moją skórę, powodując nieprzyjemny ucisk w czaszce. Leżałam na soczysto-zielonej trawie, która z każdym powiewem ciepłego wiatru wiła się w swoim dziwnym tańcu. Mrugnęłam kilka razy próbując przystosować się do jasnego słońca niemiłosiernie parzącego suchą ziemię. Zacisnęłam zęby i przełknęłam ślinę, ignorując gulę w gardle. Nie pamiętałam chwili, w której jadłam swoją wczorajszą zdobycz, więc rozejrzałam się na boki, próbując znaleźć ją wzrokiem. Kiedy odwróciłam głowę w bok poczułam, jak moja sierść się stroszy, a mięśnie zastygają.
Obok mnie leżał pies. Dość masywny, duży, huskopodobny pies. Nagle przypomniałam sobie, że to on wczoraj pomógł mi wydostać się spod konara. Obserwował mnie swoimi ogromnymi niebieskimi ślepiami, aż po moim karku przeszedł dreszcz.
- Revolo. - mruknęłam z nutą pytania w głosie, chcąc się upewnić, co do imienia psa.
- Revolvo. - podniósł się i posłał mi sarkastyczny uśmiech. - Twoje imię jest bezwzględnie łatwiejsze do zapamiętania.
- Gdybyś tylko wiedział. - prychnęłam próbując wstać, ale moją tylną łapę przeszył przenikliwy ból. - Cholerne ścięgno.
Revolvo nastroszył uszy spoglądając z zaciekawieniem, jak i troską na mnie.
- Musiałam je zerwać. - zagryzłam zęby podnosząc się i ignorując wiotką kończynę.
- Należę do sfory,jesteśmy na jej terenach, mamy medyka, pomoż-
- Dobrze. - ucięłam patrząc na wilczura. - Jakbyś mi pomógł iść do niego, byłabym wdzięczna.
Husky przytaknął podchodząc do mnie. Dopiero wtedy zorientowałam się, jak sucho jest mi w gardle i jak ochryple musi brzmieć mój głos.
- Może najpierw pójdziemy do wodopoju... - zaczął Revolvo, jakby czytał mi w myślach.
- Wolę mieć nogę z głowy. - wyszczerzyłam zęby. - Ruszajmy.
<Revolvo?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz