Kompletnie nie wiedziałem o co jej chodzi. Postanowiłem uciąć, bo nie potrafiłem jej odpowiedzieć. Ale to by było dla niej jeszcze gorsze. Ale nie powiem jej... no fakt - niecałe dwa dni... ale to nic nie mówiło mojej duszy. Ona upierała się przy jednej odpowiedzi, w dwóch słowach.
- Wiem że chcesz żebym był szczery... ale nie potrafię ci odpowiedzieć... - położyłem uszy - muszę iść. Dasz radę sama wrócić?
- Tak - powiedziała, a raczej wyszeptała
Wstałem i odszedłem wolnym krokiem. Gdy tylko zniknąłem za krzakami rzuciłem się do biegu. Zatrzymałem się na kamieniu nad innym jeziorem. Spojrzałem w odbicie...
"Jak jej to powiedzieć... Znamy się dwa dni a ja już... Ehh... To głupie, pomyśli że zwariowałem... W sumie ja znam ją dłużej bo siedziałem przy niej dzień i noc. Siedziałem i patrzyłem na nią jak śpi, starając się podnieść gałąź, ale przesunąć jej nie dałem rady. Czasem wgramolałem się pod nią żeby ulżyć Saszy... Wgapiałem się w nią i... samo wyszło że się w niej zakochałem... Ale to tak najszczerzej... i nie potrafię jej tego powiedzieć..." Rozmyślałem. Było już grubo po północy. Wróciłem do sfory. Położyłem się pod swoim drzewem. Na drugim końcu polany błysnęły oczy, bez wątpienia Saszy. Poczułem ból w sercu. Odwróciłem się i położyłem.
<Sasza?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz