- Może trochę grzeczniej co?
- No pomożesz mi czy nie?! - warknęła
- Może - zbliżyłem się
Wgramoliłem się pod gałąź i powoli podnosiłem ją plecami. Suczka wyczołgała się spod niej i leżała na trawie, usiłując dosięgnąć kruka. Podniosłem ptaka i rzuciłem pod jej pysk. Usiadłem. Patrzyła na mnie niepewnie. Milczeliśmy. Nie wytrzymałem:
- Nic ci się nie stało?
- Nie...
- Mhmm... To czemu sama nie wyszłaś spod gałęzi?
- Bo nie - była niepewna i niemiła
- Revolvo jestem
- Sasza - ucięła
Może i była dla mnie nie miła i oschła, ale w głębi siebie czułem, że mógłbym siedzieć przy niej godzinami. Próbowała wstać.
- Pomóc ci? - zapytałem
Suczka skinęła głową, wiedząc że nie da rady sama. Pomogłem jej iść. Szła oparta o mnie. Słońce powoli zachodziło.
- Ile przy mnie siedziałeś? - zapytała
- W sumie to cały czas odkąd cię znalazłem
- Nie nudziło ci się?
- Wiesz chyba nie.
Nagle Sasza się potknęła. Ja złapałem ją na grzbiet. Wstała i szliśmy dalej. Po chwili doszliśmy do sfory. Suczka położyła się na trawie i zasnęła. Ja siedziałem obok i się zastanawiałem. Nad nią i nad tym co się wydarzyło. Potem zasnąłem obok niej, aczkolwiek trochę dalej.
<Sasza?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz