- Revolvo? - zaczęłam spoglądając na psa. Siedział w cieniu drzewa, a koniec jego pyska wystawał na słońce. Kiedy otworzyłam pysk, jego mroźno-niebieskie oczy utkwiły we mnie. Poczułam, jak moje wnętrzności się przewracają.
- Tak? - husky poruszył się nieznacznie, strzygąc uszami.
- Mam pytanie. - westchnęłam cicho. - Dlaczego... pomogłeś mi, znaczy się... - zacięłam się czując, jak wokół mnie robi się duszno. - Już nie ważne.
- Zaczęłaś mówić. - powiedział Revolvo tonem nieznoszącym sprzeciwu. - A więc skończ.
- Chodzi mi o to, że... upadłam. - zaczęłam od początku, czerwieniąc się lekko. Świetnie Sasza, na pewno wyjdzie z tej paplaniny poważna rozmowa. - I ty mi pomogłeś. Mówiłeś, że siedziałeś przy mnie. Dlaczego?
Pies już otworzył pysk, ale ja byłam szybsza.
- Wiesz, od zawsze...od kiedy odeszłam od mojej matki - w chłodnych oczach husky'ego zauważyłam iskrę ciekawości. - opowiem ci kiedy indziej. - westchnęłam. - Podróżowałam. Trafiałam na tereny różnych sfor, nawet watah wilków. Żadne z nich nie były dla mnie przyjazne. Dbały o swoje nosy, wyganiały mnie, nie chcąc nawet wysłuchać moich błagań. - zrobiło mi się sucho w gardle. - A potem poznałam ciebie. Pomogłeś mi, zaprowadziłeś do medyka, dałeś wody. Czemu? Ja... nigdy nie... - oczy zaczynały mnie piec. Cholera, weź się w garść! - Przepraszam, ta rozmowa nie ma sensu.
Przesunęłam głowę w bok, by móc się uspokoić. Po kilku chwilach znów spojrzałam na Revolva.
- Dlaczego mi pomagasz?
<Revolvo? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz