piątek, 10 lipca 2015

Od Bibi do Shadow'a

W tym momencie nie wytrzymałam i rzuciłam się na psa. 
- Za co? - Zdziwił się. 
- Za Lalkę! - Warknęłam. 
Po chwili go puściłam i spuściłam głowę na dół. 
- Wybacz, po porostu... Nigdy nie pozwalam żeby ktoś mnie poniżał. 
Pies wrogo na mnie popatrzył po czym cicho mruknął. 
- Może lepiej jak pójdę do jaskini... - Westchnąłem. 
<Shadow?>

czwartek, 9 lipca 2015

Od Yenny cd. Luke'a

Najwyraźniej mam szczęście na wpadanie na obce psy. On nie dość, że nie był szczególnie agresywny, to nie kazał mi spadać ze swoich terenów. Nawet mogłam dołączyć do sfory. Razem z Luke'em ruszyłam na poznanie terenu. Zatrzymaliśmy się dopiero nad jeziorem. Luke coś chyba mówił, ale tak średnio go słuchałam. Ma się rozumieć, całkiem mnie to interesowało, ale miałam ostatnio bardzo dużo na głowie. Potrzebowałam chwili, żeby ogarnąć to co się działo wokół mnie.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Czy gadam na próżno - oho, chyba ktoś się zirytował.
Spojrzałam na niego i machnęłam ogonem.
-Przepraszam. Po prostu sporo się ostatnio stało. Ciężko mi to wszystko naraz ogarnąć.
Przekrzywił głowę. Rozumiał, na pewno kiedyś miał coś takiego.
-Dobra. Możemy posiedzieć, ja nie będę tyle gadał, a ty od czasu do czasu posłuchasz. Zresztą, nie bardzo lubię dużo mówić - odparł.
Skinęłam głową.
-To dobrze. Bo ja też nie jestem zbyt rozmowna - uśmiechnęłam się do niego.
<Luke?>

Od Shadow'a CD Bibi

Spojtrzałem na suczkę z poirytowaniem.
–Czego beczysz ?!–powiedziałem ostro.
–Moja matka, nie żyje...
–Nie takie rzeczy przezyjesz !–uciołem. Suczka spojrzała na mnie i dodałem.–No, najlepszym "pocieszycielem" to ja nie jestem...
Wstchneła ocierając łzy. Żal mi się zrobiło młodej.
–Lalka, może...zaprowadzę Cię do domu ?–zaproponowałem.
–"Hahaha...Shadow chyba gra nańkę"–odezwał się głos w mojej głowie.
<Bibi ?>

Od Elodie c.d. Hunter

Uśmiechnęłam się. Wieczorem wróciliśmy do jaskini. Szczeniaki szybko zasnęły, ja i Hunter po nich. 

*
Tak mijały kolejne dni, tygodnie i miesiące. Na zabawach ze szczeniakami, uczeniu ich wielu rzeczy, a przede wszystkim, na nauce życia...
*

~*Pół roku później*~

 Szczeniaki rosły bardzo szybko. Jak się na nie patrzy, to już prawie dorosłe psy... Piękne, silne i odważne, a przede wszystkim ciekawskie. Byliśmy z nich dumni, ja i Hunter. Dzielnie poznawały nowe rzeczy i miejsca. 
 Pewnego dnia, gdy byliśmy ze szczeniakami na łące, szepnęłam do Huntera:
- Wiesz co... One niedługo nas opuszczą.
- No tak. - westchnął. - Są już prawie dorosłe...
- A dalej wydaje mi się, że one urodziły się wczoraj...

<Hunter? brak weny...>

Od Bibi c.d. Shadow

"Biegnij ile tylko masz sił,nie zatrzymuj się, a jeśli upadniesz, to poleż." - niby proste słowa a i tak boli. Jest mnóstwo cytatów które cie pocieszą, ale nigdy nie zapomnisz widoku umierającej matki. Znowu widziałam mój były dom w którym byłam kiedyś chowana, tam gdzie była moja mama. Stoję przy niej, leży na posłaniu a mnie wpuścili do domu. Leży i umiera. 
- Przepraszam że mnie nie było wtedy gdy mnie potrzebowałaś, kocham cie córciu. Głowa do góry dasz sobie radę. - Ostatnie słowa. 
Zamknęła oczy i ... Odeszła. Siedzę wciąż przy niej, położyłam głowę na jej ciele. Właściciele podchodzą, nie chowam już do nich urazy że mnie oddali. Wszystko przeszło... Biorą na ręce moją mamę, idę za nimi patrząc na jej ciało. Zakopują i odchodząc płacząc. To boli... Siedzę ze spuszczoną głową, myślałam że przeżyje. To co szczęście, to coś więcej to ukrywa twój wzrok. Co jasność znajdę mrok... Wracam do domu ze spuszczoną głową, wolno, mizernie i niechętnie. Wchodzę za krzaki i trochę szlocham wiercąc się. Słyszę warczenie. Powoli wychodzę z krzaków ze spuszczonym łbem, wolno go podnoszę i patrzę na psa. 
- Kimże jesteś? - Zawarczał. 
- Bibi. - Powiedziałam cicho i spokojnie. 
<Shadow?>

Od Hope Hearth

- Teraz ukradniesz trochę mięsa ze sklepu, tego na rogu. - odparł Roki, mój ojciec. - Reks, Alex, pilnujcie, by wykonała zadanie.
Reks i Alex to psy wyznaczone przez mojego ojca, po to by pilnowały, bym wykonywała polecenia Gangu Rokiego. Biegłam więc do sklepu, moi "strażnicy" kawałek za mną. Po chwili zobaczyłam sklep i wbiegłam tam. Reks i Alex zostali przy drzwiach Już miałam podbiec do stoiska z mięsem, gdy zobaczyłam drugie drzwi! Otworzyłam szerzej oczy. Ucieknę Gangowi i Rokiemu! Wtedy ludzie zobaczyli biegnącego psa przez sklep i zaczęli krzyczec. Biegłam więc szybciej i wybiegłam przez drzwi. Wolna! Rozejrzałam się. Nie widziałam strażników. Zaczęłam biec do przodu, byle dalej i szybciej. 

~Tydzień później~

Byłam wyczerpana do granic możliwości. Podróżowałam, na łapach, autobusami, pociągami, nawet samolotem. Ale byłam wolna! Szczęśliwa szłam przed siebie. Raptem poczułam zapach wielu psów. Jednak dalej truchtałam przed siebie. Wtedy zobaczyłam jakąś suczkę husky. Skądś ją kojarzyłam... Słabe wspomnienia... Suczka podeszła do mnie.
- Kto ty? - spytała.
- A ty kto? - odparłam.
- Hope... Hearth... Hope from the Hearth... 
- To ja! - szepnęłam.
- Hope, ja jestem twoją matką... Elodie.... - jęknęła.
*
Po tym spotkaniu dalej nie mogę się otrząsnąc. Tak szybko, wszystko na raz...
*

Pewnego dnia, przechadzając się po Lesie Mgielnym, spotkałam jakiegoś psa.
- Hej! Co tu robisz? - spytałam.
- A ty? - warknął.
- Mieszkam tu, w SLD.
- A. - uśmiechnął się. - Ja też.
- To fajnie. - odparłam. - Idę na spacer do miasta, idziesz ze mną?
<Jakiś pies?>

Od Luke'a do Yenny

Przechodziłem przez Aleję Fioletów i rozmyślałem. Życie w Sforze, gdy panuje cisza i spokój... Tak się nie da życ! Raptem wpadłem na jakąś suczkę.
- Hej! Kim jesteś?- spytałem.
- Nie twoja sprawa! -warknęła.
- Należysz do SLD?
- SLD? - spytała zdziwiona.
- Sfora Lovers Dogs. - przewróciłem oczami.
- Nie...
- A chcesz należec?
- Mogę?
- Pewnie! - odparłem.
- Luke. Alfa.
- Yen.
- Ok, witam w SLD! Przedstawię ci jeszcze parę Alfę, Elodie i Huntera.
Poszliśmy do nich, ucieszyli się, i powiedzieli mi, bym ją oprowadził.
<Yen? Brak weny..>

Nowa suczka - Phoenix!

 Witamy nową suczkę w sforze - Phoenix!

"Nie mów tam, gdzie słowo nie ma znaczenia."
Imię: Phoenix
Pseudonim: Pho
Wiek: 1 rok
Płeć: suczka
Charakter: Jest miła i uczuciowa. Panicznie boi się ognia ze względu na wypadek który zdażył się w jej dzieciństwie. Jeżeli się zakocha, raczej to ukrywa przed innymi ale umie też powiedzieć to wprostukochanemu. 
Aparycja: 
Rasa: Dingo
Umaszczenie: złoty
Sierść: krótka
Kolor oczu: brąz
Uszy: stojące, dość duże
Ogon: puchaty, długi
Budowa: szczupła
Znaki szczególne: brak
Hierarchia: DO POPRAWY! 
Miejsce zamieszkania: wszędzie, szwenda sie gdzie popadnie
Zauroczenie: Jest ktoś taki
Historia: Phoenix była dzikim wolnym psem. Mieszkała wszędzie razem z rodzicami. Jednak pewnego dnia oddaliła sie od rodziny za daleko. znalazła się przy szosie, skąd przejeżdżający samochód zawiózł ją do schroniska. Po dwóch dniach w schronisku zabrał ją mężczyzna, z niemiłym wyrazem twarzy. Zabrał ją do cyrku. Było tam wiele psów trenujących do następnych występów. Gdy pokaz się zaczął wpuszczono ją na arenę wraz z innymi psami. Punktem finałowym pokazu miało być przeskoczenie przez prostokątną ramkę podpaloną ogniem. Psy ruszyły do biegu, przeskakiwały jeden po drugim. Suczka nie ruszyła się z miejsca. W końcu zabrano ją z areny, wyrzucono z namiotu. Phoenix drżąc poczłapała do lasu.
Szczeniaki: brak
Głos: Kasia Popowska
Twórca: Kokainka

Od Shadow'a

Spojrzałem na moje odbicie wodzie.
–Uważaj, bo jeszcze się zakochasz, Narcyzie !–zaśmiała się Milka.
Uśmiechnołem się i polizałem suczkę po pysku.
–Jak Ci mija dzień ?–zapytałem.
–No...w miarę dobrze... Mam złe przeczucia...
–Będzie dobrze... Mogę Ci to obiecać...–labradorka przytulia się do mnie.
–Dzięki...–odparła i wróciliśmy do domu. Zbliżała się noc. Położyłem się na wspulnym posłaniu z Milką. Tej nocy nie mogłem zasnąć. Coś musi się stać ! Raptem moje oczy zaczęły się kleić i zasnołem. Usłyszałem szczekanie. Wstałem na równe nogi. Była 2 w nocy. Dom płonoł. Dotknołem pyskiem Milkę.
–Mila ! Wstawaj ! Musimy iść bo naszych właścicieli ! I uciekać –krzyczałem.
Milka obudziła się i przeraziła.
–Po właścicieli !–zarządziłem.
Pobiegliśmy do ich pokoju.
Skoczyłem na klamkę.
–Cholera !
–C-co ? –jękneła wystraszona.
–Dzwi się zacieły !
Usłyszeliśmy krzyki z pokoju i się wszystko zawaliło.
–Już im nie pomożemy...nie żyją...–powiedziałem szybko i rozpaczliwie.
–U-uciekajmy !
–Tak !
Popędziliśmy do drzwi. Raptem belka na suficie spadła na tylne łapy labradorki.
–Milka !–zawrzeszczałem.
Suczka spojrzała na mnie. Jej oczy były pełne łez.
–Uciekaj...– wyszeptała cicho.–Uciekaj !
–Nie bez Ciebie !–łzy leciały mi z oczu.
–Bez ze mnie...
–Z tobą !
–Uciekaj...Kocham Cię...–Pocałowała mnie mocno.
–Ja ciebie też...
Raptem drugą belka spadła. Odskoczyłem.Przygniotła ona głowę Milki. Wyszem z płonącego domu i popędziłem ile sił w łapach. Oczy miałem we łzach. Gdy łzy zaschły dołączyłem do gangu kundli.
–My w gangu zabijamy psy, a potem niesiemy je do rzeźnika...
–Po co mu martwe psy ?–zapytałem chamsko.
–Robi z tego mięso...
–Biorę tę robotę...
–Dobra... Shadow...
–Mam na imię Mike !-zawarczałem.
–Nie możesz już nosić tego imienia, bo wszyscy je znają...
Tylko zawarczałem i ruszyłem na łowy. W ten dzień złapałem ponad pięć psów i zaniosłem do rzeźnika. Potem spotkałem znów mieszańca doga niemieckiego.
–Teraz Shadow, się trochę zabawimy...-uśmiechnoł się złowieszczo.
Poszliśmy do starej stotoły-składziku. Był tam stary basen, który był napełniony brudną wodą. Kanapy, fotele, biurka i nawet bar z przekąskami od rzeźnika i wódką zkradzioną ze sklepu. Dookoła pomieszczenia, było pełno dźwi z niektórych dochodziły odgłosy. Wszędzie było pełno psów.
–To najpierw wudeczka, a potem laseczka !–zaśmiał się pies.
Podeszliśmy do baru i skoczyliśmy na krzesła przy nim. Barman na widok doga zawołał.
–Killer ! Dawno Cię tu nie było !
–Troche dawno ! A to jest Shadow, nowy...–powiedział pokazując na mnie.
–Dobrze się sprawuje ?–zapytał.
–Dzisiaj pięć psów...chłopak ma do tego powołanie.
–No dobra...Co podać ?–Zapytał barman.
–Dla mnie butelkę wudki...
–Dla mnie to samo...–powiedziałem.
(-tylko trochę większy)
Po chwili stanęły przed nami butelki. Poszliśmy do pełnego psów basenu.
Usiedliśmy i popijaliśmy wudkę. Raptem podeszły do nas suczki. Były to chyba spanielki.
–Witajcie drogie Panie –zawołał wesoło Killer.
Do mnie też podeszły. Czułem się nie komfortowo.
–Nie bądź taki spięty, Shadow ! Zabaw się...
Kiwnełem głową i powiedziałem uwodzicielskim głosem.
–Moja drogie panie...wypije tylko zawartość butelki...
Suczki zaśmiały się. Killer wypił już swoją wudkę i ruszył do pokoju nr. 6 . Ja jeszcze się działem w jacuzzi-basenue i włączyłem bombelki. Chciałem się trochę zrelaksować po robocie. Nagle jedna spanielka zanurkowała. Poczułem coś... I...wiadomo co robiła (xD) Potem gdy skończyła wyszedłem z wanny i udałem się z suczkami do pokoju nr.2. Był to ciasny pokoik z łuzkiem. Tam wszystko co do tąd kochałem odeszło w zapomnienie.
Na drugi dzień było to samo.
Minęło chyba 11 miesięcy, gdy przez przypadek podsłuchałem rozmowy Killer'a z barmanem i resztą gangu.
–Shadow nic nie wie, że to my spaliliśmy jego dom i ukochaną...
To już mi wystarczało by zemścić się. Gdy Killer został sam wyskoczyłem do jego szyji.
–To za mój dom !–krzyknołem i zabiłen go, tak jak pozostałych. Zaniosłem ciała do rzeźnika i ulotniłem się z tamtych okolic. Popędziłem przed siebie. Moja wędrówka nie trwała jednak długo. Złapano mnie na psie walki, jednak tam byłem tylko miesiąc. Uciekłem i dotarłem tu. Raptem zobaczyłem w krzakach jakiegoś psa. Zawarczałem, a pies wyskoczył z krzaków.
<Ktoś ?>

środa, 8 lipca 2015

Nowa suczka - Hope from the Hearth!

Witamy w sforze nową suczkę - Hope from the Hearth!


"Prawdziwe życie zaczyna się wraz z prawdziwą nadzieją. Kto nie przestaje marzyc, nie traci nadziei. A nadzieja może wszystko"
Imię: Hope from the Hearth
Pseudonim: Mówią na nią Hearth, lub Hope.
Wiek: 2 lata
Płeć: Suczka
Charakter: Hearth, ryzykantka, szczera do bólu optymistka. Pewna siebie, waleczna, stanowcza i odważna. Nigdy się nie poddaje. Pomocna, pogodna, wierzy w siebie. Z jednej strony miła, częściej jednak wredna, przebiegła. Lubi towarzystwo. Potrafi byc romantyczna. Nie traci poczucia humoru. Sprytna, opanowana, umie odnaleźc się w każdej sytuacji. Hope nie traci nadziei. Hope - tak jak na nadzieję przystało - walczy do końca i umiera ostatnia. Hearth jest zwinna, szybka, porusza się lekko, z wdziękiem.Zawsze stawia na swoim, nigdy się nie poddaje. Mistrzyni ciętej riposty, ale nie pokazuje tego po sobie. Kocha szaleństwo.
Aparycja:
Rasa: Border Collie
Umaszczenie: Blue merle.
Sierść: Średnia.
Kolor oczu: Czekoladowe.
Uszy: Pół-stojące.
Ogon: Pół-długi, szablasty.
Budowa: Lekka, zwinna.
Znaki szczególne: Czekoladowe oczy.
Hierarchia: Tropiciel
Miejsce zamieszkania: Las Mgielny.
Zauroczenie: Eee... Jest taki ktoś...
Historia: Wszystko zaczęło się od Rokiego, border collie, właścicieli Gangu, i Elodie, husky, gdy poznali się pewnego dnia na ulicy. Miłośc jak z obrazka... Byli ze sobą rok, aż Elodie urodziła szczenię. Jedną suczkę - Hearth from the Hope. Hearth żyła tak więc na ulicy. Gdy miała pół roku, Roki, jej ojciec, zabrał ją na spacer. Dotarli jednak do ciemnej piwnicy... Roki przedstawił tam córce swój Gang. Powiedział, że ma tu zostac, pomóc mu, na jakiś czas. Ale ten "jakiś czas" to było półtora roku, przez które Hope ciężko pracowała. Musiała zabijac, walczyc, szukac jedzenia, dla Gangu i Rokiego. Dali Hope straż... - A raczej dla Hope. Straż, dwa psy, miały ją pilnowac, by wykonywała zadania. Hearth próbowała sie zbuntowac, ale co zdziała młoda suczka przeciwko dorosłym psom? Nic... Roki nie powiedział Hope, co z jej matką, Elodie. Starała się dowiedziec, na próżno... Gdy miała prawie dwa lata, Hope dostała misję - ukraśc mięso ze sklepu. Niby wbiegła do sklepu, ale wybiegła innym wejściem, tam gdzie nie było jej strażników. Biegła przed siebie, jak najdalej, bez celu - kilka dni. Minął tydzień, gdy spotkała Elodie... Nawet nie wiedziała, kim ona jest. Dopiero Elodie poznała dorosłą już Hearth from the Hope - swoją córkę, którą szukała wiele miesięcy. Na próżno, i w końcu założyła sforę. Po spotkaniu Hope z Elodie, Hearth dołączyła do SLD.
Szczeniaki: ---
Głos: Ellie Goulding
Twórca: magia13 (doggi) amazonka126 (howrse)

Od Hunter'a CD Elodie

- Belle Gris. -  dokończyłem. Pokiwaliśmy głowami

~*~Jakiś czas później~*~

- Jak się czujesz? - zapytałem El.
- Dobrze. - uśmiechnęła się. Polizałem ją po pyszczku i to samo zrobiłem szczeniakom.
- Tato! - zawołały. - Jesteśmy duzi już!
- Na pewno? - wstałem i przymierzyłem ich do mnie.
- Em.. - usiadły chowając się u mamy. Goniłem je po całej jaskini, aż w końcu wszyscy się poprzewracali i wpadli na kogo? NA MNIE oczywiście xD
- Grubaski. - szepnąłem. Połaskotałem je i wyszliśmy wszyscy nad jezioro. I pierwsza w wodzie była Gris.
- Kochana moja. - uśmiechnąłem się szeroko.
- Która? - zapytała z miechem El.
- Obydwie. - polizałem ją i patrzeliśmy na nasze szczeniaki.

<<El? Brak weny :c>>

Szczeniaki Alf - Belle Gris i Winner!

Szczenięta Alf; Elodie i Huntera:



Od Revolvo c.d. Sasza

Kompletnie nie wiedziałem o co jej chodzi. Postanowiłem uciąć, bo nie potrafiłem jej odpowiedzieć. Ale to by było dla niej jeszcze gorsze. Ale nie powiem jej... no fakt - niecałe dwa dni... ale to nic nie mówiło mojej duszy. Ona upierała się przy jednej odpowiedzi, w dwóch słowach.
- Wiem że chcesz żebym był szczery... ale nie potrafię ci odpowiedzieć... - położyłem uszy - muszę iść. Dasz radę sama wrócić?
- Tak - powiedziała, a raczej wyszeptała
Wstałem i odszedłem wolnym krokiem. Gdy tylko zniknąłem za krzakami rzuciłem się do biegu. Zatrzymałem się na kamieniu nad innym jeziorem. Spojrzałem w odbicie...
"Jak jej to powiedzieć... Znamy się dwa dni a ja już... Ehh... To głupie, pomyśli że zwariowałem... W sumie ja znam ją dłużej bo siedziałem przy niej dzień i noc. Siedziałem i patrzyłem na nią jak śpi, starając się podnieść gałąź, ale przesunąć jej nie dałem rady. Czasem wgramolałem się pod nią żeby ulżyć Saszy... Wgapiałem się w nią i... samo wyszło że się w niej zakochałem... Ale to tak najszczerzej... i nie potrafię jej tego powiedzieć..." Rozmyślałem. Było już grubo po północy. Wróciłem do sfory. Położyłem się pod swoim drzewem. Na drugim końcu polany błysnęły oczy, bez wątpienia Saszy. Poczułem ból w sercu. Odwróciłem się i położyłem.
<Sasza?>

Od Aleksandry cd. Revolvo

Przełknęłam ślinę próbując zignorować ogromną gulę w gardle. Poczułam jak lekki dreszcz przechodzi między moimi barkami dosięgając szyi. Jak mam mu odpowiedzieć? Powiem dziękuję, albo ty też, wyjdzie na lekki sarkazm, spokojnie.
Otworzyłam pysk, żeby powiedzieć ułożoną wcześniej kwestię ale za cholerę nic nie chciało wydobyć się z mojego gardła. Próbowałam kilka razy, ale poszło na marne. Odchrząknęłam cicho. Siedzieliśmy tak chwilę w ciszy, która zdawała się zabierać mi oddech. Podniosłam się powoli, chcąc nie zwracać uwagi psa, ale on prawie natychmiast podniósł łeb.
- Sasza - zaczął miękkim głosem, ale ja tylko pokręciłam głową.
- Nie mogę - szepnęłam prawie niesłyszalnie. Wtedy zauważyłam dziwny błysk w niebieskich oczach Revolva. Zrozumiałam. A myślałam, że jestem inteligentniejsza.
Ruszyłam stąpając krok po kroku trzęsącymi się łapami. Usłyszałam, jak husky podniósł się z mchu jednym szybkim ruchem. Odwróciłam się do niego. Widziałam lekki zdziwienie malujące się na jego pysku, z nutą...rozczarowania? Zaśmiałam się chicho.
- Co się -
- Przepraszam, po prostu... - usiadłam na trawie. Czułam się żałośnie, miałam ochotę rzucić się w wir wody jeziora, które było obok nas, tak, bym nie musiała już myśleć, martwić się, dbać o siebie i innych. Tak, żeby wszyscy o mnie zapomnieli. Zaśmiałam się, ale czułam w dźwięku mojego śmiechu gorycz. Widziałam coraz gorzej przez łzy napływające mi do oczu. - Mogę brzmieć, jak trafiona, ale... znamy się niecałe dwa dni. Mimo tego,oczekuję od ciebie, jak od każdego innego psa szczerości.
Czułam, jak zaczyna się we mnie gotować. Koniec zdania wręcz wykrzyczałam. Popatrzyłam się na rozmazanego przez łzy husky'ego. Był zdezorientowany, jedynie to mogłam powiedzieć. Zacisnęłam zęby i wysyczałam.
- A więc, Revolvo, co chcesz mi powiedzieć?
< Revolvo? Przepraszam ;-; >

Nowy pies - Barry von Bueno!

Witamy Barry'ego von Bueno - nowego psa!

"Every deeper feeling leads to suffering. Love without suffering is not love ." 
Imię: "Barry von Bueno" -to było napisane w jego rodowodzie. Rodzina nazwała go Mike, a na ulicy zyzskał imię "Shadow von Marshal".
Pseudonim: Najczęściej mówią na niego Shadow, ale zdarza się Mike lub Barry.
Wiek: 4, 5 lat
Płeć: Pies
Charakter: Shadow to nerwowy choleryk, stale w stanie wrzenia i wojny. Zawsze musi coś działać. Jest przy tym niezależny, robi wszystko sam i według własnego pomysłu. Należy dać mu czas, a przetrawiwszy wszystkie argumenty, w końcu przyjmie inny punkt widzenia. Niełatwo jest z nim postępować. Odgrywa psa o silnej woli, ze skłonnością do ataków i agresji, w rzeczywistości jest jednak uległy i buja w obłokach. Wyobraźnia zdecydowanie góruje u niego nad racjonalizmem. Przede wszystkim wydaje się być sympatyczny, uczynny i zgodny. Nie lubi dużego towarzystwa i woli spędzać czas z jedną osobą. Nie potrafi jednak okazywać uczuć i przy rozmowie z ukochaną wydaje się zamieszany. Trudno jest go do siebie przekonać, jest baaardzo nieufny ! Często widywany jest z suczkami. Często jest przezywany babiarzem, ale to nie prawda, że on tak przytawia się do suczek, jest odwrotnie. To one do niego się przyczepiają, co jest trochę dla niego męczące. W przeszłości wykorzystywał je do niegodziwych celów. Bardzo lubi wysiłek fizyczny i jest bardzo aktywny. Uwielbia wodę i polowania. Zdarza się, że pies łapie "głupawkę".
Aparycja: 
Rasa: Wilczak Sarlossa
Umaszczenie: wilcze
Sierść: krótką
Kolor oczu: Zielone
Uszy: Trzójkątne, stojące
Ogon: Długi, szablasty
Budowa: Silny pies z budową wilka
Znaki szczególne: Shadow ma wiele ran, a poza tym ma ranę na oku, którą już zarosła sierść.
Hierarchia: Zabójca
Miejsce zamieszkania: Klik na wrzosowej polance koło drzewa jest jego jama.
Zauroczenie: Jeśli któraś się zakocha to może się zabawi, ale jak on się zakocha to już na poważnie...
Historia: Wszystko zaczęło się od suczki imieniem Nesti. Była ona rasową suczką mieszkającą na polu golfowym ze swoim właścicielem. Stała ona na łańcuchu, ale zostawała spuszczana na noc by pilnowała pola golfowego. Jej właściciel tylko płacił za jedzenie. Pewnego dnia młody chłopak (10 lat) był bardzo ciekawski. Przeskoczył płot i tak trafił na pole gofowe. Nesti oczywiście zaczeła ujadać, ale chłopiec się jej nie bał. Spojrzał na nią i poszedł dalej. Chłopak-Ken Foxword przychodził codziennie i suczka przestała ujadać. Jednak pewnego dnia chłopiec podszedł do suczki i pogłaskał ją. Dal Nesti się to podobało. Zostali przyjaciółmi. Jednak nic nie trwało długo ! Właściciel pola golfowego przyłapał Ken'a i założył drut na płot otaczający pole. Nesti tęskniła za przyjacielem. Gdy nastała noc i została spuszczona, rozkopała duł pod płotem. Wydostała się i trafiła do domu chłopca. Nawet nie wiecie jak się cieszył. Rodzice byli zachwyceni psem, ponieważ chcieli takiego. Przygarneli go pod swój dach. W tym samym czasie właściciel pola golfowego wysłał pracownika by poszukał psa. No oczywiście znalazł go u Foxword'ów. Jednak męszczyzna nie chciał rozdzielać psa od rodziny. Wzioł martwego kundla, który był rażąco podobny do Nesti i zaniusł go dla swojego szefa. Nesti mogła zostać u Foxword'ów. Ojciec Ken'a chciał zarobić trochę na Nesti i kazał zabrać papiery od właściciela pola golfowego. Ken znalazł je w koszu na śmieci. Nesti została pokryta i niedługo potem oszczeniła się pierwszym miotem, który szybko sprzedali, potem znów miała młode. Szczeniaki nazwano: Bernia, Beta, Barry, Ben i Bella. Mały Barry w wieku pięciu miesięcy odkrył, że matka nie miała jednego męża, a dzieci były wielu ojców. Barry się wkurzył i uciekł z hodowli. Podróżował, aż trafił do miasta. Tam został złapany przez hycla. W schronisku był tylko miesiąc, ale przygarnęła go rodzina z suczka labradorką-Milką. Barry zakochał się w Milce. Mieszkał tam przez rok. Jednak ktoś zły podpalił dom i wszyscy oprucz Mike'a zginęli. Pies bardzo cierpiał. Przecież stracił swoją miłość... Wędrował dość długo. Aż trafił do pewnego gangu ulicy. Gang zajmował się zabijaniem kundli, które coś podpadły. Zanosiły potem ciała do rzeźnika gdzie przerabiał on je na mięso. Rzeźnik był zadowolony, z teraz nazwanego Shadow psa. Jednak Shadow przez przypadek posłuchał rozmowy gangu, okazało się, że to oni podpalili jego dom. Rzucił się na nich i pozabijał. Potem zaniusł psy na mięso. Nic nie miał puźniej do roboty, więc wyruszył w podróż. Po drodze wstąpił na psie walki i tam spotkał Bibi. Zaznajomił się z nią, ale opuścił przy najbliższej okazji. Po kilku miesiącach wędrówki trafił do sfory piesiego głosu, jednak młoda alpha zaczeła mu bardzo dokuczać i ją zabił, za co został wygnany. Potem trafił tu.
Szczeniaki: Podobno ma 5 synów i 3 córki.
Głos: Five Nights At Freddy's Song
Twórca: TABUN/KORALOL

Revolvo cd. Sasza

Sam nie wiedziałem co powiedzieć. Jakbym powiedział jej prawdę to by chyba... nie wiem ale nie mogę jej tego tak wypalić.
- No, nie mogłem cię tak zostawić. - improwizowałem
- W sumie to mogłeś
- Nie pozwoliłbym ci... nikomu umrzeć - poprawiłem się
- To , co teraz robimy? - zapytała
- No spaceru nie zaproponuję - roześmiałem się.
Suczka też. Siedzieliśmy i myśleliśmy. W słońcu wyglądała pięknie. Zamyśliłem się. Gdy Sasza odwróciła na mnie wzrok opamiętałem się. Spojrzała na mnie pytająco.
- Sory...
- Coś się? - zapytała, pewnie dziwnie to wyglądało, gapiłem się na nią tak... no chyba wiadomo jak...
- No bo... - nie chciałem jej kłamać - W słońcu tak pięknie wyglądasz...
Zwiesiłem wzrok, bałem się co zrobi.
<Sasza?>

Od Saszy cd. Revolvo

- Revolvo? - zaczęłam spoglądając na psa. Siedział w cieniu drzewa, a koniec jego pyska wystawał na słońce. Kiedy otworzyłam pysk, jego mroźno-niebieskie oczy utkwiły we mnie. Poczułam, jak moje wnętrzności się przewracają.
- Tak? - husky poruszył się nieznacznie, strzygąc uszami.
- Mam pytanie. - westchnęłam cicho. - Dlaczego... pomogłeś mi, znaczy się... - zacięłam się czując, jak wokół mnie robi się duszno. - Już nie ważne.
- Zaczęłaś mówić. - powiedział Revolvo tonem nieznoszącym sprzeciwu. - A więc skończ.
- Chodzi mi o to, że... upadłam. - zaczęłam od początku, czerwieniąc się lekko. Świetnie Sasza, na pewno wyjdzie z tej paplaniny poważna rozmowa. - I ty mi pomogłeś. Mówiłeś, że siedziałeś przy mnie. Dlaczego?
Pies już otworzył pysk, ale ja byłam szybsza.
- Wiesz, od zawsze...od kiedy odeszłam od mojej matki - w chłodnych oczach husky'ego zauważyłam iskrę ciekawości. - opowiem ci kiedy indziej. - westchnęłam. - Podróżowałam. Trafiałam na tereny różnych sfor, nawet watah wilków. Żadne z nich nie były dla mnie przyjazne. Dbały o swoje nosy, wyganiały mnie, nie chcąc nawet wysłuchać moich błagań. - zrobiło mi się sucho w gardle. - A potem poznałam ciebie. Pomogłeś mi, zaprowadziłeś do medyka, dałeś wody. Czemu? Ja... nigdy nie... - oczy zaczynały mnie piec. Cholera, weź się w garść! - Przepraszam, ta rozmowa nie ma sensu.
Przesunęłam głowę w bok, by móc się uspokoić. Po kilku chwilach znów spojrzałam na Revolva.
- Dlaczego mi pomagasz?
<Revolvo? >

Wyniki ankiety - NOWA STRONA: Tereny i Okolice!

WYNIKI ANKIETY:
"Co nowego będzie na SLD?!"
Tereny
  12 (66%)
 
Adopcje
  6 (33%)
 
Nowy punkt w formularzu
  6 (33%)
 
Towarzysze
  5 (27%)
 
Sojusze/Wrogowie
  8 (44%)
 

Zgodnie w wynikami powyższej ankiety:
NA SFORZE POJAWIA SIĘ NOWA STRONA
- TERENY I OKOLICE!


Nowa suczka - Anastazja!

Witamy nową suczkę w Sforze - Anastazję!

"Sztuka życia - to cieszyć się małymi szczęściami"
Imię: Anastazja
Pseudonim: Ana
Wiek: 3lata
Płeć: Suczka
Charakter: Ana jest spokojna i pewny siebie, a w stosunku do obcych zachowuje dystans. Jest odważna, pełna temperamentu i zapału do pracy, szybko uczy się nawet skomplikowanych zadań.Anastazja lubi towarzystwo, ale czasem potrzebuje chwili dla siebie w samotności.Lubi podróżować i odkrywać nowe miejsca.Dla przyjaciół i rodziny oddana i zrobi dla nich wszystko, nawet odda za nich życie.
Aparycja:
Rasa:Biały Owczarek Szwajcarski
Umaszczenie: Białe
Sierść: średnio długa
Kolor oczu: ciemnobrązowe
Uszy: sztywno stojące
Ogon: w kształcie kity, zwężający się ku końcowi,
Budowa:średniego wzrostu, silna i dobrze umięśniona o eleganckiej i harmonijnej budowie, sylwetka zamknięta w prostokącie.
Znaki szczególne:
Hierarchia:strażnik dzienny
Miejsce zamieszkania: Jaskinia ukryta w lesie u podnóża gór.
Zauroczenie: -
Historia: Ana urodziła się w hodowli owczarków szwajcarskich i była kupiona jako prezent pod choinkę dla dziecka.Dopóki była małą białą kulką wszystko było dobrze, ale w końcu dorosła.Mimo iż była dobrze wychowana zajmowała dużo miejsca i czasu więc wywieziono ją do schroniska, gzie musiała nauczyć się bronić i walczyć o swoje.Dość szybko została adoptowana przez złych ludzi, którzy ją bili więc uciekła do lasu.
Szczeniaki: -
Głos: Elena
Twórca: doggi: Kala_07

Nowa suczka - Naira!

 Witamy nową suczkę w Sforze - Nairę!

"Przegrywają Ci, którzy nawet nie próbowali walczyć" 
Imię: Naira
Pseudonim: Naira nie przepada za jakimi kol wiek zmiennikami imion, ale jeżeli już to Nara
Wiek: 3 lata
Płeć: Suczka
Charakter: Naira ma ciężki charakter. Być może jest on powiązany z jej straszną przyszłością. Jest ona dość skryta, co nie ułatwia jej zapoznania się z innymi. Bywa ona także agresywna, każdy nie odpowiedni ruch innego psa, odbierany jest przez nią za atak. Naira jest także bardzo wrażliwa na cudze nieszczęście i odbiera od świata najmniejsze bodźce.
Aparycja: 
Rasa: Kundel
Umaszczenie: Naira ma dość nie typowe umaszczenie, które ciężko określić. W skrócie można powiedzieć, iż jest biało-szara
Sierść: Średnia i szorstka
Kolor oczu: Szare
Uszy: Szpiczaste stojące
Ogon: Długi szablasty
Budowa: Szczupła
Znaki szczególne: Jedna czarna plamka na parze uszu
Hierarchia: Wojownik
Miejsce zamieszkania: Na łące otoczonej lasami znajduje się jaskinia otoczona ciernią
Zauroczenie: ~
Historia: Ojcem Nairy był potężny wilk, zaś jej matka była dużą, lecz szczupłą psiną nieznanej rasy. W miocie było aż dwanaście szczeniąt. Kiedy młode podrosły odłączyły się od reszty i, każde poszło w swoją stronę. Została jedynie Naira i jej znacznie większa oraz dominująca siostra Rav. Nara traktowana była z wielką pogardą, ostatnia zjadała jedynie resztki. Przyszedł czas i na nią, i na Rav, musiały odejść. Nie zostały razem... Nairę przygarną z wyglądu dobry człowiek, jednak okazał się być lustrzanym odbiciem "dobrego człowieka". Zaczęły się mordy wobec młodej suki. Była przywiązywana do auta i zmuszana do szybkiego biegu, była rzucana o beton, ścianę, budę, była bita i kopana. Kiedy osiągnęła wiek jednego roku, nareszcie dała redę się obronić. Wbiła swe białe kły w rękę "właściciela" usiłującego uderzyć ją kamieniem. Odepchną ją... Naira uderzyła w drucianą furtkę, która pod wpływem mocnego uderzenia otworzyła się. Ranna, posiniaczona, wystraszona psina uciekła do lasu w którym przyszła na świat. Tam trafiła do sfory, gdzie opatrzono jej rany i przyjęto z życzliwością,
Szczeniaki: Najpierw musi ją ktoś pokochać...
Głos: Alyssa Reid
Twórca: Saggezza2003 (d-g) / Zorka2003 (Hw)

Nowa suczka - Yen!

Witamy nową suczkę w Sforze!

"Zaufa­nia naj­częściej pragną właśnie ci, którzy naj­mniej na nie zasługują."
Imię: Yen, hodowlane Dark Princess
Pseudonim: Samo imię jest wystarczająco krótkie, aczkolwiek mówią do niej Yenna.
Wiek: 4 lata
Płeć: Suczka
Charakter:Yenna po wielu zmianach stała się pewniejsza siebie i swoich umiejętności. Duży wpływ miał na nią pewien mężczyzna, dla którego była po prostu psem, bo zauważyła, że świat to nie tylko zło i że czasem trzeba o coś lub kogoś zawalczyć, a nie usunąć się w cień. Typ małomównego samotnika który chce po prostu zarobić dobre pieniądze za łatwą robotę. Dobrze zorganizowana i nie daje sobą manipulować, czy wykorzystywać. Sama jest sobie panem. Szuka pokojowych rozwiązań. Potrzebuje działania, rozmachu, dużo przestrzeni i niezależności. Nade wszystko ma potrzebę zapewnienia sobie w życiu poczucia bezpieczeństwa. Często potrzebuje odosobnienia, azylu, by w ciszy uporządkować i zrozumieć swoje emocje. Wiele przeszła, ale to uczyniło Yen silniejszą i nie boi się stawić czoła wyzwaniom czy niebezpieczeństwom. Stara się nie wracać do przeszłości i dzięki swoim umiejętnościom działa na rzecz względnego dobra. Wiele razy musiała walczyć z przeciwnościami losu, które jednak sprawiły, że stała się twarda jak stal. Wiele razy zwątpiła i zdarzyło jej się zejść na niewłaściwą drogę, ale zawsze ktoś pomógł jej obrać właściwy kierunek. Bardzo często chciałaby po prostu uciec od problemów do innego świata, w inny czas. Potrafi również tupnąć nogą i postawić na swoim, jest bardzo uparta, ale ta cecha już wielokrotnie pomogła jej przetrwać najgorsze wydarzenia.
Aparycja: 
Rasa: Owczarek niemiecki długowłosy
Umaszczenie: Czarne
Sierść: Długa, gęsta, odporna na warunki atmosferyczne
Kolor oczu: Brązowe
Uszy: Stojące, dość duże, nieco zaokrąglone
Ogon: Długi, szablasty
Budowa: Harmonijnie zbudowana, o odpowiednich proporcjach, pod skórą widoczna linia mięśni, szczególnie przy ruchu.
Znaki szczególne: -
Hierarchia: Tropicielka
Miejsce zamieszkania: Nie ma stałego mieszkania, aczkolwiek śpi w norze w lesie.
Zauroczenie: Hmmm... Może?
Historia: Yen przyszła na świat, jako jedna z oczekiwanego miotu hodowlanych owczarków niemieckich. Miała jeszcze kilka sióstr i brata. Jej przeznaczeniem było zostać tak jak brat jednym z psów wykorzystywanych w służbach granicznych. Wiązało się to z faktem, że miała kilka wad, które nie pozostawiały szans na ocenę doskonałą na wystawie, a także z tym, że była jednym z największych szczeniaków w miocie. Odesłano ją na trening gdy tylko była do tego zdolna. Zaprzyjaźniła się z ludźmi i szczerze przykładała do zajęć. Wiedziała, że od niej zależy wiele. Przynajmniej taką miała nadzieję. Gdy wraz ze swoją ludzką partnerką rozpoczęła służbę, jej szanse na zostanie strażnikiem przekreślił atak jednego z mężczyzn przemycającego najprawdopodobniej narkotyki. Skrzywdził suczkę tak bardzo, że ta nawet po długim leczeniu nie potrafiła dać sobie z tym rady. Została odesłana do adopcji, ale rodzina, która ja przygarnęła miała złe wyobrażenia o policyjnym psie. Yen potrzebowała opieki i wyrozumiałości, której nie otrzymała. Postanowiła więc żyć na własną łapę.
Szczeniaki: Nigdy nie miała potomstwa.
Głos: Anavae
Twórca: BlackLady (doggi)

Od Elodie ~cd. historii Huntera

Minęło jakieś pół godziny, gdy obudziłam się i zobaczyłam obok mnie dwa małe szczeniaki.
- Jejciu. - westchnęłam. 
Medyk zawołał Huntera.
- Jakie one... - westchnął, gdy wszedł.
- Słodkie - uśmiechnęłam się. 
- No tak. - szepnął. - Bo nasze.
Przyglądaliśmy się tak im, jak leżą, z zamkniętym oczami, takie małe... On i ona...
- Hej! - krzyknęłam. - One nie mają imion! (xd)
Hunter myślał chwilę, ja też. 
- Ten piesek... - powiedziałam. - Będzie miec na imię... Winner.
- A ta suczka... - odpowiedział Hunter. - Hmm....
<Hunter?>

Od Bibi

Uciekałam drogą polną, zabawy z hyclami... Moja codzienność! Lecz tym razem sprawy wymknęły się spod kontroli. Gdy straciłam busa z pola widzenia raptownie stanęłam i zaczęłam obwąchiwać teren. Nie wiedziałam gdzie jestem, zgubiłam się czego nie rozumiałam. Fakt nie mam najlepszej orientacji w terenie, ale aż tak nie byłam daleko.
- Musi być tu gdzieś w pobliżu ktoś kto mi pomoże. - Pomyślałam.
Szłam następne kilkanaście kilometrów, bez celu wiedziałam że jestem już skończona. Zaczęłam tropić, od razu wyczułam jakieś psy. Pobiegłam tropem i trafiłam na obce tereny. Zza drzewa wyłonił się jakiś pies, cofnęłam się i zniżyłam barki.
- Kimże jesteś?! - Zawarczałam.
<Jakiś pies? Ktoś kto ma ochotę popisać? XD>

Od Revolvo cd. Sasza

- Okej - przytaknąłęm
Szliśmy dalej w milczeniu i podeszliśmy pod jaskinię medyka. Po jakimś czasie Sasza wyszła stamtąd.
- Ahh... - westchnęła, słychać było że lekko chrypi
Poszliśmy w stronę jeziora.
- Poczekaj tu
Pobiegłem w stronę jeziora. Złapałem jakiś wielki liść i nabrałem w niego wody. Zaniosłem suczce a ona się napiła.
- Dzięki
- Nie ma za co
Był upał. Nie chciało nam się wychodzić z cienia, więc siedzieliśmy tam. Po jakimś czasie Sasza się odezwała:
<Sasza? Sory że krótkie>

wtorek, 7 lipca 2015

Od Hunter'a ~ CD historii Elodie

Kiedy znów się obudziłem i przy niej mnie nie było, pomyślałem, że może poszła na polowanie. Pobiegłem stronę łąki. Nie nie było jej. Polana, nic. Las, nic. Jezioro, nic. Rzeka, nic. Wróciłem do jaskini i zastałem ją śpiącą, w legowisku. Może ona tu była? Nie wiem, ale.. Chyba jej przedtem nie zobaczyłem (xd). Polizałem ją, a ta się przebudziła.
- Szczeniaki. - powiedziała. - Jestem w ciąży.
- HURA! - zacząłem krzyczeć.
- Zamknij się. - zaśmiała się i zakryła łapami uszy. - Mogą przyjść na świat w każdej chwili.
- HURA! - uśmiechnąłem się. - A ile?
- Dwa, samica i samiec. - mrugnęła do mnie, a ja postawiłem ogon z radości. Skakałem i biegałem po jaskini. W końcu poszedłem upolować jelenia i przyciągnąłem go do jaskini. Zjedliśmy z wielkim apetytem. Nagle usłyszałem jęki, od strony Elodie.
- Wszystko ok? - zapytałem.
- To już. - złapała się za brzuch.
- Co mam robić?!! - spanikowałem.
- Do medyka.. - zająkała.
- Racja! - pobiegłem.
- A może mnie zabierzesz? - wrzasnęła.
- A sory. - wziąłem ją na plecy i położyłem na wielkiej skale u medyka.

<<El? Sory, że cię nie zabrałem ;3>>

Od Elodie cd. Huntera

- Dobranoc. - powiedziałam.
Chwilę później zasnęłam, Hunter też.

* ~ Rano ~*

Obudziłam się pierwsza, Hunter jeszcze spał. Źle się czułam, byłam bardzo głodna. Wstałam i poszłam coś upolowac. Zabiłam dwa zające i zjadłam je, później zabiłam jeszcze dwa i zaniosłam je do jaskini. Huntera nie było. Zawołałam go, ale nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Westchnęłam i zostawiłam zające w jaskini. Postanowiłam się wybrac na spacer. Poszłam do Luke'a, zobaczyłam go niedaleko jego jaskini.
- Elodie! - krzyknął Luke. - Hunter tu był! Martwi się o ciebie, przeszukał całą sforę, powiedział, że jak cię tu nie zastanie to idzie szukac poza sforę!
- O nie. - westchnęłam.
- No... Ale czemu?
- Co 'czemu'?
- Czemu tak się o ciebie martwi?
- Skąd mam wiedziec? - krzyknęłam, ale przypomniałam sobie i uśmiechnęłam się. - Luke... My... Jesteśmy parą...
- Ahh... Gratulacje. - odwzajemnił uśmiech Luke.
Wtedy nadszedł Hunter, a raczej przybiegł.
- El! Elodie! - krzyknął Hunter. - Gdzieś ty była? Szukałem cię!
- Ach, chodź do jaskini... - westchnęłam.
Poszliśmy z Hunterem do jaskini. Po drodze opowiedziałam mu, że wyszłam na polowanie itd.

*~Następnego dnia~*

Rano Hunter zakazał mi wychodzic z jaskini. Ale ja byłam uparta. Źle się czułam, i poszłam do medyka.
- Elodie... - powiedział.
- C-co?
- Jesteś w ciąży. - uśmiechnął się.
- Ah... Ile?
- 2 szczeniaki, pies i suczka.
- A, dzięki. - odparłam i chciałam wyjśc, ale medyk powstrzymał mnie.
- Zaprowadzę cię. To może byc nawet dziś, albo jutro...
Otworzyłam szeroko oczy i poszliśmy do jaskini. Nie było Huntera, ale położyłam się. Zamknęłam oczy.
<Hunter?>

poniedziałek, 6 lipca 2015

Od Hunter'a ~ CD historii Elodie

- El.. - przerwałem głuchą ciszę.
- Tak?
- Bo mówiłaś, że chcesz mieć szczeniaki. - zacząłem. - Ja nie wiem czy się nadaje na ojca. - spuściłem łeb i wpatrywałem się w kamienie na ziemi.
- Nadajesz się. - pocieszała mnie. - Myślę, że jakby szczeniaki miały takiego tatę... To na pewno bym im się nie nudziło. - puściło mi oczko.
- A po mamusi byłyby najpiękniejsze! - zawołałem stając na tylnych łapach. Zacząłem ją całować (jak pies xd). Tak, chciałem mieć szczeniaki, ale zawsze myślałem, że się nie nadaję. No więc przeszliśmy do rzeczy (xd).

~*~Pół godziny później~*~

- Będę mieć syna! - zawołałem.
- A może córeczkę? - zaśmiała się.
- Niee. - pokręciłem głową. - Synka.
- Okej niech będzie. - polizała mnie po pysku i poszliśmy spać.
- Dobranoc. - powiedziałem i przytuliłem ją.

<<El?>>

Pierwsza para! Elodie & Hunter!

Pierwsza para w sforze!





W związku z tym Hunter zostaje Alfą!
Gratulujemy!

Od Elodie cd. Hunter

- Hunter. - powiedziałam. - Uczynię ciebie i siebie najszczęśliwszymi na świecie, i powiem: Tak!!!
Przytuliłam się do niego. Siedzieliśmy obok siebie przez chwilę.
- Trzeba to ogłosic Sforze! - krzyknęłam.
- El, przecież nie teraz! - zaśmiał się.
Nagle wpadła mi pewna myśl do głowy.
- Hunter...
- Tak?
- Czy my... Będziemy miec kiedyś szczeniaki?
- Jak chcesz. - uśmiechnął się.
Poszliśmy wolno do naszej wspólnej jaskini, rozmawiając. Był wieczór, jednak było jasno. Gdy doszliśmy do jaskini, zrobiło się trochę ciemniej. Byliśmy sami, w ciszy.
<Hunter? :3>

Od Hunter'a ~ CD historii Elodie

Moje kąciki ust się podniosły do góry. Ona mnie kocha!? takiego kogoś!? Jestem chyba najszczęśliwszy na świecie. Ona również odwzajemniła gest. Nie mogłem i "rzuciłem się na nią". Poturlaliśmy się z niewielkiego wzgórza. Było już płasko, więc wstając zacząłem biegać po łące, wywalając się i krzycząc:
- JESTEM SZCZĘŚCIARZEM!! - a przechodzące obok mnie psy, pytały El czy wszystko ze mną okej. Po jakiejś godzinie biegana, zmęczony podszedłem do leżącej Elodie, która się ze mnie śmiała.
- Ja też cię kocham. - polizałem ja po pysku. Położyłem się obok niej i rozmawialiśmy o dosłownie wszystkim (xd). Po czasie, zrobiliśmy się głodni. Upolowaliśmy sobie jelenia. Po zjedzeniu, wybraliśmy się nad jezioro i razem śpiewaliśmy:

Miłość rośnie,
wokół nas!
W spokojną, jasną noc...
Nareszcie świat,
zaczyna w zgodzie żyć!
Magiczną czując moc...

Jak mam jej wyznać miłość?
Jak wytłumaczyć mam?
Kim jestem, co się stało?
Nie wiem.
Co robić nie wiem sam...

Jest tak zamknięty w sobie!
Lecz nie uwierzę, że...
Nie będzie królem,
skoro ma,
królewski ton i gest!

Miłość rośnie,
wokół nas!
W spokojną, jasną noc...
Nareszcie świat,
zaczyna w zgodzie żyć!
Magiczną czując moc...

Miłość rośnie,
wokół nas!
Jej zapach jest tuż, tuż!
Kochać to,
pokonać, troski swe!
Przetrwać pośród burz...

- Elodie? - zapytałem z iskrą w oku.
- Tak? - spojrzała na mnie.
- Uczynisz mnie jeszcze szczęśliwszym..
- To się da bardziej? - zaśmialiśmy się.
- Uczynisz mnie jeszcze szczęśliwszym i zostaniesz moją partnerką? - uśmiechnąłem się.

<,El?>>